Post nr. 3 1/3 (ten post podzieliłam na 3 części)
Wszystko układało się dobrze na Lwiej Ziemi. Zauditu była w ciąży. Król w końcu zrozumiał, że ojciec zawsze mu pomoże. Lecz pewnego dnia wszystko zaczęło się komplikować. Dzień zaczynał się spokojnie. Mohatu postanowił przedstawić stadzie ich nowego przyjaciela rodziny- Rafikiego. Chciał go przeprosić, że początkowo mu nie wierzył i wynagrodzić mu to więc postanowił zapoznać go z innymi lwami.
Król dziś wstał niezwykle późno. Lwice właśnie upolowały dorodną antylopę. Więc gdy wyszedł z jaskini nie czekał długo, a już się załapał na śniadanie. Po śniadaniu rozpoczął długą wędrówkę do baobabu Rafikiego. Raz pod górkę, raz z górki. I gdy przeszedł sawannę doszedł na pustynię gdzie stało tylko jedno, jedyne wielkie drzewo- baobab Rafikiego. Nieco skępowany Mohatu, że ostatnio nazwał go "głupią małpą" powiedział:
-Rafiki??? Możesz zejść?
I jego oczom ukazał się mandryl
-Co Cię tu sprowadza?
-Ach... Przepraszam, że nazwałem cię wtedy "głupią małpą" i że nie wierzyłem, że Fabi mi się ukaże. Miałeś rację ukazał mi się na niebie... A oprócz tego chciałbym cię przedstawić stadu oraz oprowadzić Cię po Lwiej Ziemi.
-O... Bardzo chętnie skorzystam z tej propozycji...
-No to chodź!
Gdy przeszli pustynię zaczynały się obrzeża sawanny.
-Witam w naszych skromnych progach-mówił Mohatu- widzisz tą skałę?- wskazał na Lwią Skałę- Tam mieszkamy...
-Wow. Jaka wielka-Chwalił Rafiki- Aeys mi nigdy jej nie pokazywał. Tylko opowiadał. A poza tym w dżungli, z której pochodzę nie ma takich skał.
Potem Mohatu zaczął wskazywać duże źródło wody.
-A tu mamy wodopój
Gdy doszli na Lwią Skałę kazał Lily (królewska majordomuska) zawołać lwice na przywitanie Rafikiego.
Po chwili wszystkie lwy były już pod Lwią Skałą...
-Oto jest nasz nowy przyjaciel rodziny- Rafiki. Rafiki a oto Diana, Sara, Taja, Ajenti, Isha oraz Alfa-wskazał lwice, a następnie samców.- To jest Mega, Tasabi, Nero, Chestor, Urus, Alex oraz moja małżonka Zauditu. A to jest Rafiki- i wkazł na mandryla
-Miło mi was poznać.- powiedział Rafiki
-Nam także-odparło stado
_____________________________________________________________
Koniec części I
(jutro kolejna w tym samym poście)
Post nr. 3 2/3
Nagle przyleciał Lily. Nieco przerażona...
-Panie... Do wodopoju przestaje lecieć woda. Coś zatyka otwór... A wody wystarczy tylko na parę dni...
-Co? Niemożliwe... Przecież przed chwilą gdy byłem tam z Rafikim woda tryskała...
-Lecz ktoś, chyba wielkim kamieniem zatkał otwór i woda nie tryska... A wody starczy jedynie ok. 4 dni i to tylko dla lwów i słoni, a nie mówiąc o innych zwierzętach... A tym bardziej gdy mamy porę suchą.
-No to chodźmy się temu przyjrzeć... Chodź ze mną Rafiki! Pomożesz nam rozwiązać ten kłopot!
Gdy doszli do wodopoju Lily i podleciała na miejsce gdzie niegdyś tryskałam woda z źródła...
-O tutaj. Tu jest jakiś głaz. Trzeba go wyciągnąć. - poimformowała Lily
-Tak ale jeszcze rodzi się pytanie kto go tam wetknął... Przecież sam tam nie utknął...- zastanawiał się Mohatu
-Pewnie ktoś nie z Lwiej Ziemi, bo każde myślące stworzenie wie jak ważna jest woda do życia!!!
-Więc któreś z wyrzutków, albo hieny lub złe lwy-stwierdził Mohatu
-Na pewno, ale jak to wyciągnąć-Mówiła Lily. Lily najbardziej zależało na czasie. Na najszybszym rozwiązaniu problemu
-No dobrze więc, ja z Rafikim pójdziemy tam spróbować to wyciągnąć- mówił Mohatu- Na szczęście masz przeciwstawne kciuki- zwrócił się do Rafikiego.
Weszli do wody. Nie było tam zbyt głęboko, bo większość wody została wypita lub po prostu wyschła. Lily kierowała gdzie znajduje się kamień. Inaczej by tam nie doszli bo nie widzieli gdzie woda wychodzi na powierzchnię. Gdy doszli obydwoje zanurkowali i próbując wyciągnąć głaz zaczęci nim ruszać, by nieco wyszedł z dziury. Udało się. Rafiki chwycił kamień i wyrzucił go daleko, daleko na brzeg, by go potem schować iż mogło by się to powtórzyć.
______________________________________________________________
Koniec części II
(jutro kolejna w tym samym poście)
Post nr. 3 3/3
A tym czasem na Złej Ziemi... Lwy, które zostały wygnane zaczęły planować wraz z hienami (które także były wyrzutkami) spisek!!! Atak przeciwko Lwiej Ziemi... Przywódca złego stada lwów - Elos właśnie rozmawiali z przywódczynią hien- Sida
-Jutro gdy zajdzie słońce wkroczymy na Lwią Ziemię i... zaatakujemy-knuł Elos- Nie ma opcji byśmy przegrali...
-Ale jeśli przegramy?- zastanawiała się Sida
-Takiej myśli nie dopuszczam do siebie... Mohatu jest słaby fizycznie, a co więcej psychicznie...
-Co to za król?! He, he, he
-Tak masz rację... Odbierzmy mu władzę, byśmy mogli rozpocząć wspaniałe panowanie na sawannie...
-Tak... Hi, hi, hi... brak głodu, brak pragnienia, a to wszystko bez Mohatu- Cieszyła się Sida- Razem stworzymy potęgę...
-Niedługo moja żona Elsa nie będzie musiała rodzić w nędzy lecz w raju... -zmienił nagle temat- Mało tego jeśli będzie to lew to zostanie królem... I będzie, rządził na naszą korzyść-wskazał łbem całe swoje stado lwów
-A my?-wtrąciła Sida
-No i wy oczywiście-mówił podstępnie. Tak naprawdę Elos nie chciał dzielić z hienami władzy, ale bez nich przegrana z Mohatu była by pewna więcej. Gdyby przegrali nie mogliby ponowić ataku, lecz Elos myślał tylko o sobie i o tym by zostać królem, a w przyszłości jego syn... Lecz nie myślał, że hieny są takie przebiegłe. Sida od samego początku zwęszyła podstęp i zaczęła się trzymać na baczności. Po czym wtrąciła
-Dobrze, ale mamy jeden warunek, którego musicie spełnić byśmy wam pomogli więc za to że my wam pomożemy wygrać z Mohatu my także będziemy mieć prawo głosu podczas panowania lwów oraz lwice mają nam przynosić codziennie 2 dorodne zwierzyny do zjedzenia
Elos nie spodziewał się takiego warunku i nie zbyt był zadowolony dzielić władzę z hienami oraz utrzymywanie ich za sprawą jego lwic. Ale dobrze wiedział, że bez nich sobie nie poradzi więc powidział
-Dobrze zgadzam się- lecz kłamał, po wygranej chciał się hien jak najszybciej pozbyć
-Przyrzekasz?-Pytała Sida
-T-ttak- powiedział nie chętnie Elos, bo wiedział, że przysięga to rzecz ważna
-Jeśli złamiesz warunek to ty i twoje stado pożałuje, że nas spotkaliście na swej drodze... He, he, he - zagroziła Sida śmiejąc się gorzko i odeszła. Elos tak naprawdę tego nie rozumiał, lecz zaczął się nieco obawiać...

3 komentarze:
Super notka ! Cieszę się, że lwy zaakceptowały Rafikiego ;) A co do polecenia bloga, to nie ma sprawy :D
Świetna notka :) Dodaję u Siebie twój blog do polecanych :)
Świetny blog. Super piszesz, będę wpadać. :)
Obserwuję bloga i dodaję do poleconych.
Prześlij komentarz