piątek, 17 sierpnia 2012

Post nr. 7

Na Lwiej Ziemi nie brakowało pociech. Księżniczki już były na tyle duże, że same chodziły, już powoli zaczęły mówić, a podczas prezentacji lwiczek, Isha i Chestor zostali obdarowani lwiczką, którą nazwali Uzuri oprócz tego Medze i Sarze urodził się syn Natu.
Po śniadaniu Mohatu i Zauditu wyszli na Lwią Skałę usiąść by obserwować czy wszystko na sawannie jest w porządku, nagle przybiegły Uru i Izuaru.
-Mamo, tato możemy iść się pobawić?- i uśmiechnęły się niewinnie
Królewska para spojrzała na siebie.
-Ale one rosną- powiedziała Zauditu
-Rosną jak na drożdżach. He, he- zaśmiał się król
-Możemy iść? Prosimy- nalegały lwiczki
-A gdzie wam tak śpieszno?- zapytała królowa
-No... pobawić się z Elanną i odwiedzimy Uzuri... - wymieniał Izuaru
-Dobrze, dobrze jak chcecie to idźcie, lecz pamiętajcie by nie odchodzić dalej niż do wodopoju, a i nie pływajcie, bo tam jest głęboko...-ostrzegał ojciec
Księżniczki już to słyszały tysiąc razy i by się nie nudzić Uru nadęła ogon siosty
-Uru, au... Rrrrr- i rzuciła się na brązową
-Dziewczynki, słuchajcie ojca nie daj Bóg by się wam coś stało...-mówiła nieco zła królowa
-Yhm- przytaknęły- to możemy już iść?
-Niech król im pozwoli- wtrąciła Lily-Będę je mieć na oku
- No, dobrze, dobrze idźcie już-mówił Mohatu
-Jej-krzyknęły razem
Lwiczki pobiegły do Elanny, która siedziała obok swej matki Alfy. Oraz Ishy, która myła właśnie Uzuri.
-Cześć- powiedziała Uru
-Czołem- krzyknęła Izuaru
-Cześć- opowiedziała im Elanna
-Sest- wysepleniła mała Uzuri, którą właśnie przestała myć matka.
Isha wstała i położyła córkę na ziemi
- Co dziś robimy?- zapytała starsza o kilka tygodni Elanna
- Przejdziemy się do wąwozu?- zaproponowała Izuaru
- Super pomysł...- odrzekłą Uru po czym zwóciła się do matki Uzuri- czy możemy wziąć ze sobą Uzuri? Prosimy!
-No dobrze tylko uważajcie na nią...- zgodziła się Isha
-Elanna, pilnuj jej jak własnej siostry- pouczała swą córkę Alfa
-Tak, mamo...
-Tylko nie spóźnijcie się na kolację tak jak ostatnio
-Tak, tak- opowiedziały wszystkie chórem.
Uzuri co dopiero nauczyła się chodzić, lecz jeszcze nie biega zbyt szybko tak jak jej koleżanki, ale najbardziej dokazywała podczas zabaw w wąwozie. Lecz szybko się to znudziło lwiczką i Elanna powiedziała:
-Ej wiecie, że nie dawno pani Sarze i panu Medze urodził się syn... ciekawe jak go nazwali.
-Ja nie wiem- pokręciła głową Uru
-Ja tym bardziej-  oznajmiła Izuaru - A ty wiesz Uzuri?
-Chiba ma na ime Natu
-No to jak Natu podrośnie to się z nim też będziemy bawić- powiedział Elanna
-Chodźmy nad wodopój- wykrzyknęła Uru
-Ale tata...- Izuaru nie dokończyła bo siostra szybko jej wtrąciła
-Ale chce mi się pić
-Mi tez
- I mi także, jestem zmęczona po zabawie w berka...
Czwórka młodych lwic udała się nad wodopój. I z dala w wysokiej trawie zauważyły nieznajome dwa lwy. Jeden dorosły, a drugi najprawdopodobnie jego syn. Koleżanki rozmawiały i śmiały się po drodze do wody...
-A kto to?- zapytała się mała Uzuri
-Ja też ich nie znam- mówiła Uru
-Nie widziałam ich w stadzie...- mówiła Elanna
-Chodźmy się schować za ten głaz, bo mogą być to intruzi...
-To tu śią jaciś intruzi?
-Tak Uzuri- odpowiedział jej Uru
Lwiczki schowały się za głaz tak jak zaproponowała Izuaru i zaczęły podsłuchiwać lwy...
-Widzisz Ahadi to bedzie wszystko nasze- mówił lew do syna
-Ale tu mieszka ktoś inny, jest inny król
-Zabijemy go...
-Co?
-Tak... Ja będę władcą, a potem ty
-O... A co z hienami...
-Dziś wygnam Sidę i jej stado na Cmętarzysko Słoni?
-Gdzie to jest
-Daleko od naszej ziemi...
-Aha... Tato to jak ty będziesz już królem to my tu zamieszkamy?
-Tak, to będzie nasz dom...
Małe lwice wszystko dokładnie słuchały
-Musimy zawiadomić o tym całemu  stadzie- mówiła z przerażeniem Elanna
-Będzie wojna trzeba zawiadomić o tym naszego tatę Uru
-Tak, tak... Wracajmy do domu...
Gdy lwiczki odeszły Ahadi jeszcze zapytał Elosa
-A co to była za lwica, którą zabiłeś przy granicy-pytał lewek
-To... yyy... to była jakaś lwica z ich stada. Nie wiem kto to! Chodź już trzeba iść spać- powiedział Elos
Słońce było już nisko... Akurat lwice upolowały zebrę... Król właśnie już się najadł i usiadł na kamieniach...
-Tato, tato...- wołały siostry
-Co się stało- mówił rozbawiony Mohatu
- Intruzi, będzie wojna, chcą się nas pozbyć- mówiła zdyszana Uru
-Co?
-Tak, tak wsystko słysałysmy- co dopiero przybiegła Uzuri
-"Elos?"- myślał król- "Co on znów szykuje?"
-Dziewczynki zjedźcie kolacje i idźcie spać...- mówił król
-Ale...
-Nie ma "ale" kolacja i do jaskini...- później zwrócił się do Lili- czy Zauditu jest już?- Królowa długo niie wracała ze spaceru i Mohatu zaczynał się martwić.
-Nie...
-Jeśli do mojego powrotu nie wróci, to leć jej szukać.
-Rozkaz-krzyknęła majordonuska
Gdy stado  szykowało się spać Mohatu zawołał najśilniejszego samca Tasabiego i  poszedł z nim zza wodopój... Słońce dopiero zachodziło... Wiedział, że samemu po sawannie podczas zmierzchu chodzić nie wolno bo jest niebezpiecznie...
-Jeżeli dojdzie do walki pamiętaj walcz w raz z nami za twą wolność...- Mohatu wiedział, że Tasabi jest siliny lecz trzeba było mu przemówić do rozumu, by walczył camym sobą, całym swym sercem więc dlatego wziął go na rozmowę na osobności- i za wolność stada...- nagle zobaczył przed sobą innego lwa był to Elos...
-Proszę, proszę, a kto tu się pałęta po mojej ziemi na wieczór?
Mohatu nie zauważył, że był tak daleko granicy...
-Zwróć mi tron?- nawracał Elos
-Co?- Wtrącił Tasabi- Jak śmiesz...- i rzucił się na króla zła
-Zostaw go- powiedział z groźbą w głosie Mohatu- nie jest tego wart...
-Jestem wart więcej niż ty...- obrażał go Elos
- O co ci chodzi? Już dość tego, odpuść,
-Ja nigdy nie odpuszczę...  Jutro o świcie walka... o tron
- To ci się nie uda- wtrącił Tasabi
-Po co tyle nienawiści?- uspakajał go król
-Masz wybór ustąpisz mi tronu i odejdziesz z Lwiej Ziemi czy walczymy jutro o świcie he, he, he- mówił Elos- masz czas do jutra... he, he, he- śmiał się odchodząc...

czwartek, 9 sierpnia 2012

________________________________________

ZAWIESZAM BLOGA!!!


Zawieszam bloga na 5 dni z powodu, że miało być 5 komentarzy pod ostatnim postem a są tylko 4, a poza tym dałam na to 3 dni więc powinno wystarczyć. A poza tym zawieszam bloga z powodów własnych czyli, że nie chcę ciągle siedzieć przed laptopem i pisać o Królu Lwie lecz np. poczytać książkę, wyjść na wieś z koleżankami itp.  Możliwe, że zawieszę bloga do niedzieli w przyszłym tygodniu lub chociaż na 1 tydzień więc bądźcie przygotowani na wszytko...

Pozdrawiam Bika 

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Post nr. 6

Słońce było już nad horyzontem. Mohatu i Zauditu wstali i zamierzali pójść do Rafikiego ustalić dzień ceremonii prezentacyjnej. Uru i Izuaru pozostały pod opieką Diany i Alexa. Diana i Alex byli starszą parą lecz jeszcze nie mieli młodych, więc bardzo chętnie podęli się pilnowania księżniczek. Para królewska wyruszyła. Doga była bardzo długa. Słońce było już wysoko i gdy przeszli już ponad połowę Mohatu usiadł.     
-Co jest?- zapytała Zauditu
- Nie nic...
-Jak nic? Przecież widzę, że coś cię trapi!
-Boję się o Uru i Izuaru.
-Dlaczego przecież są pod dobrą opieką. Alex i Diana się dobrze nimi zajmą. No chodź!!!
-Ale jeśli Elos je porwie?
-Po pierwsze Elos nie wie, że się urodziły,-zaczęła wymieniać- a po drugie jest słaby, a po trzecie jakby przyszedł na Lwią Ziemię to stado ciągle pilnuje krainy, a lwiczki są pilnowane jak oka w głowie, a... po czwa... mam jeszcze wymieniać?!
-Nie... Masz rację są pod dobrą opieką.

-No to chodź... Na co czekasz musimy wrócić przed zachodem słońca na kolację, a poza tym Alfie może się skończyć mleko ma trzy młode do wykarmienia. Nasze oraz Elannę...
-Tak, tak już idę...
A Zauditu tylko przewróciła oczami. Gdy doszli do baobabu zaczęli wołać czy mogą wejść. Rafiki ich serdecznie zaprosił, a para królewska wdrapała się na drzewo. Rafiki jak zwykle zapytał co ich tu sprowadza.
-Urodziły nam się dwie lwiczki i chcielibyśmy wiedzieć kiedy jest możliwa ceremonia prezentacyjna-Tłumaczył Mohatu
-O!!! To cudownie... Są zdrowe?-Wypytywał Rafiki
-Zdrowe jak ryby- mówiła Zaudity
-Wspaniale, a ile mają tygodni?
-Dokładnie to 18 dni- odpowiedziała królowa
-Dobrze... To ceremonia może się odbyć na dwa lub trzy dni.
-Zależy nam na jak najszybszym terminie więc po jutrze będzie najlepiej pasować- mówił król- prawda kochanie?
-Tak, tak- przytaknęła lwica
-Ceremonia będzie wyglądać tak: -tłumaczył mandryl- Ja przyjdę. Ochrzczę je w jaskini, odmówię błogosławieństwo dla małych, dla was oraz, dla całej Lwiej Ziemi, by jedna z nich sprawowała dobre rządy. Która będzie następczynią tronu- zapytał z nienacka
-yy... Nad tym jeszcze się nie zastanawialiśmy z Zauditu
-Aha dobrze to zrobimy tak- mruczał pod nosem szaman- A  potem po odmówieniu błogosławieństwa pokażę je poddanym na Lwiej Skale one oddadzą pokłon księżniczką i na tym zakończy się ceremonia. Może być?
-Pewnie- opowiedzieli obaj rodzice - bądź zdrów! My się już musimy zbierać
-Do zobaczenia

***

Dwa dni później gdy słońce wschodziło nad sawanną. Wszystkie zwierzęta od maleńkiej mrówki po wielkiego słonia zaczęły  schodzić się pod Lwią Ziemią. Lily zwołała wszyskie zwierzęta mieszkające na Lwiej Ziemi, a dumny król Mohatu stał na swym tronie patrząc na tłum poddanych. Podziękował Lily za wykonanie rozkazu. I zaczął niecierpliwie wyglądać Rafikiego.
Zauditu była w jaskini wraz z stadem i myła Uru i Izuaru. W tym samym momencie Rafiki właśnie wszedł na Lwią Skałę przywitać się z królem.
-Pierwsza ceremonia... Pewnie jesteś zdenerwowany- szeptał cicho Mohatu do mandryla i uśmiechnął się miło
-Nawet nie wiesz jak bardzo - odwzajemił uśmiech.
Poszli razem do jaskini. Rafiki namaścił czółka lwiczek miąszem z owocu. Strasznie ręce mu drgały.
-Nie denerwuj się. - uspakajała go Zauditu
Rafiki omówił błogosławieństwo. Wziął księżniczki w ramiona. Wyszedł z jaskini i podniósł je wysko, wysko, by każde zwierze widziało potomków pary królewskiej. Światło przebiło się przez chmury i duch króla Fabiego uśmiechnął się do nich. Lwiczki patrzyły na wszystko nie rozumiejąc o co chodzi. A Mohatu i Zauditu siedzieli za Rafikim razem przytuleni, dumni ze swych córek oraz z samego Rafikiego, że dał sobie radę.

______________________________________________________________


KOMUNIKAT


Jeżeli pod tą notką przez 3 dni nie będzie minimum 5 komentarzy muszę zawiesić bloga na 5 dni!!!

Pozdrowienia dla stałych "komentarzystów" Wiki48 i Kane :) Bez was bym już o wiele wcześniej zawiesiłąbym tego bloga!!!

Bika




czwartek, 2 sierpnia 2012

Post nr. 5

Gdy zwycięskie stado wracało na Lwią Ziemię Isha podbiegła do Mohatu i zawiadomiła go, że Zauditu przed chwilą urodziła. Król szybko przybiegł do jaskini, w której leżała jego żona z dwójką lwiątek oraz Alfa z Elanną. Jedno lwiątko Zauditu było nieco złote,a drugie było brązowe ja król.
-Oba to samce?-Zapytał Mohatu
-Nie to są dwie samiczki.
-To pięknie! Jak je nazwiemy?
-Jestem zbyt zmęczona by o tym myśleć. Jutro. Wykarmię je i się prześpię. Jutro Mohatu... Dobrze? Jestem zbyt wkończona. Urodzenie bliźniąt jest bardzo ciężkie...
-Dobrze, dobrze jutro- uśmiechnął się do niej Mohatu
Mohatu był bardzo szczęśliwy z narodzin dwóch bliźniaczek. Przez całą noc nie zmrużył oka mimo to, że był bardzo wycieńczony po walce. W połowie nocy Zauditu przebudziła się by znów nakarmić lwiątka. Przez to całe zamieszanie zapomniał, że jej mąż wrócił właśnie z walki o władzę i szeptem zapytała
-Mohatu... Jak wam poszło? Elos nie żyje?
-Nie... - mówił nieco rozbawiony - poddał się. Nie mógł znieść napięcia tego że on i hieny przegrywają. Jednak obiecał, że to jeszcze nie koniec.
-A to właśnie on zatkał wodopój?
-Tak!- mówił przez zaciśnięte zęby król
-Przyznał się?- dopytywała się ciągle Zauditu?
-Pytał się czy wody nam starczyło
-Aha. Dobra to ja je nakarmię. Przez jakiś czas będziemy mieć noce nie przespane...
-To nie problem- uśmiechnął się i spojrzał na maluchy- żaden problem
Rano Zauditu i Mohatu wyszli przed jaskinię i zaczęli myśleć jak nazwać lwiątka.
-Zacznijmy od złotej- zaproponował Mohatu
-Hmmm... Może Tina- zastanowiła się królowa
- Ja mam inne Lira lub Izuaru
-O... Izuaru jest wspaniałe dla księżniczki, a brązową nazwiemy...- zamyśliła się na chwilę
-Uru- krzyknęli razem

***
A tym czasem na Złej Ziemi stado hien oraz złych lwów pokłóciło się z hienami ponieważ wspólna walka miała im zapewnić zwycięstwo nad Mohatu, ale w tym samym czasie co Zaudity, Elsa urodziła złotego samczyka.
-Jak go nazwiemy-zapytała Elsa swego męża  Elosa
-Obojętnie ważne by było królewskie. To on obejmie władzę w przyszłości nad Lwią Ziemią
- Ty tylko o tym...- Elasa była już znudzona ciągłymi planami męża, choć także chciała pozbyć się Mohatu i jego stada
- Niech będzie np.... yyy A... hmm... Ahos. Pasuje?- powiedział obojętnie Elos
- Nie, Ahadi lepsze
-Ahos bardziej dostojne
-Ahadi
-Ahos
-Ahadi
-Ahos- a lwiątko tylko patrzyło jak jego rodzice się wykłócają 
-Ahadi
-Niech ci będzie, ale to nie imię dla króla- po kilku minutach zgodził się 
-Przestań Ahadi jest ładne i nie ty musisz ciągle wybierać imiona naszym dziecią. "Nie bo takie jest głupie, nie bo to nie jest  królewskie"- zaczęła wymieniać Elsa- a poza tym gdzie ten dostatek?! Co mi obiecywałeś
-A... zamknij się- i odszedł

środa, 1 sierpnia 2012

Post nr. 4

Po zatkanym otworze w wodopoju stado z Lwiej Ziemi sądziło, że to koniec niemiłych niespodzianek, a dzień zapowiadał się bardzo spokojnie. Zauditu miała za kilka dni urodzić, a w stadzie urodziło się młode lwiątko. Alfie oraz Nerowi urodziła się piękna lwiczka o jasnym futerku.
-Jak ją nazwiemy?- Zapytała Alfa
-Hm... jeszcze się nad tym nie zastanawiałem. Ale jednak trzeba wybrać jej jakieś imię... - rzekł Nero
-Mmm... może Emma
-Nie... Jest takie dziwne... Może nazwiemy ją tak jak twoja prababka o której Ci matka zawsze opowiadała to była lwica z przyszłością... Jak ona miała na imię?-Zapomniał Nero
-Elenna- Opowiedziała Alfa
-Może trochę zmienimy na Elanna?
-Super imię. No mała będziesz mieć na imię Elanna- zwróciła się do lwiczki śpiącej w łapach Alfy
Po chwili przyszła Isha. Alfa była jej najlepszą przyjaciółką...
-Alfa?-Zawołała- O, a kto to? kto dołączył do naszego stada?! Jaka cudna! Jak ją nazwaliście?
-Elanna
-Śliczne imię! Coś Ci powiem
-Co?- zapytała nieco zdziwiona Alfa
-Jestem w ciąży!
-Tak? To super nasza Elanna będzie mieć towarzystwo!
-Nie wiesz że królowa też jest w ciąży?
- Nie wiedziałam?!
Po chwili dosłyszała to Zauditu i podeszła do lwic.
-O czym rozmawiacie?
-A tak sobie! Isha z Chestorem też będą mieć młode!-opowiedziała Alfa
- O to ekstra. Jak ją nazwałaś- wskazała łbem na młode
-Elanna
-Pięknie
Słońce było już wysoko nad sawanną. Inne lwice szły na polowanie. Upatrzyły wielką żyrafę, lecz same nie mogły sobie z nią poradzić więc wraz z lwami po kilku godzinach ciężkiej pracy mogli zasiąść do wielkiej uczty, która spokojnie starczyłaby jeszcze na następny dzień. A tym czasem wygnańcy zaczęli szykować się do ataku Elos i Sida trenowali od kilku dni swoje stada, by zwyciężyć. Słońce zaczęło zachodzić. Sawanna szykowała się powoli do snu. Tylko majordonuska Lily na jak co wieczór leciała sprawdzić czy wszystko jest w jak najlepszym porządku. Leciała,leciała, aż przy granicy zobaczyła kroczące wyrzutki.
-Zawiadom tego waszego królcia- mówił Elos do Lily- że to koniec jego panowania.
I rozległ się głuchy śmiech hien i lwów. Lily czym prędzej poleciał na Lwią Skałę powiadomić Mohatu, że wyrzutki idą na atak przeciwko Lwiej Ziemi. Król zebrał lwice, które nie były w ciąży lub nie opiekowały  się dziećmi.A stada spotkały się w samym sercu sawanny
-No, no, no jakie stado... Tylko szkoda, że jest słabsze od naszego.- nabijał się Elos
-Po co tu przyszedłeś?- zapytał spokojnie Mhatu
-By ciebie i twoje stado zniszczyć, a poza tym czy wody wam starczy? Ha, ha, ha
-A więc to wy?-powiedział cicho Mohatu
-A któż by inny? Hm?
I rozpoczęła się ostra walka. Złe stado wraz z hienami łatwo odnosiło zwycięstwo. Mohatu przestał wierzyć, że wygra. Dopóki nie przypomniał sobie słów jego ojca tamtej nocy "Zawsze będę z tobą, nie bój się, nie opuszczę cię" powtarzał sobie te słowa i to mu dodało siły. Nagle uderzył mocno łapą Elosa, a on się przewrócił. Elos był bardzo Słaby. Mohatu dopadł go.
-Poddaję się- powiedział zrezygnowany Elos
-Odejdź stąd I nie wracaj już nigdy więcej.-mówił groźnie Mohatu
-Dobrze zrobię co zechcesz tylko to jeszcze nie koniec. he, he, he-następnie zwrócił się do swego stada i do stada Sidy-chodźcie. Idziemy stąd-  zwrócił się do Mohatu- Jeszcze tu wrócę...