Po zatkanym otworze w wodopoju stado z Lwiej Ziemi sądziło, że to koniec niemiłych niespodzianek, a dzień zapowiadał się bardzo spokojnie. Zauditu miała za kilka dni urodzić, a w stadzie urodziło się młode lwiątko. Alfie oraz Nerowi urodziła się piękna lwiczka o jasnym futerku.
-Jak ją nazwiemy?- Zapytała Alfa
-Hm... jeszcze się nad tym nie zastanawiałem. Ale jednak trzeba wybrać jej jakieś imię... - rzekł Nero
-Mmm... może Emma
-Nie... Jest takie dziwne... Może nazwiemy ją tak jak twoja prababka o której Ci matka zawsze opowiadała to była lwica z przyszłością... Jak ona miała na imię?-Zapomniał Nero
-Elenna- Opowiedziała Alfa
-Może trochę zmienimy na Elanna?
-Super imię. No mała będziesz mieć na imię Elanna- zwróciła się do lwiczki śpiącej w łapach Alfy
Po chwili przyszła Isha. Alfa była jej najlepszą przyjaciółką...
-Alfa?-Zawołała- O, a kto to? kto dołączył do naszego stada?! Jaka cudna! Jak ją nazwaliście?
-Elanna
-Co?- zapytała nieco zdziwiona Alfa
-Jestem w ciąży!
-Tak? To super nasza Elanna będzie mieć towarzystwo!
-Nie wiesz że królowa też jest w ciąży?
- Nie wiedziałam?!
Po chwili dosłyszała to Zauditu i podeszła do lwic.
-O czym rozmawiacie?
-A tak sobie! Isha z Chestorem też będą mieć młode!-opowiedziała Alfa
- O to ekstra. Jak ją nazwałaś- wskazała łbem na młode
-Elanna
-Pięknie
Słońce było już wysoko nad sawanną. Inne lwice szły na polowanie. Upatrzyły wielką żyrafę, lecz same nie mogły sobie z nią poradzić więc wraz z lwami po kilku godzinach ciężkiej pracy mogli zasiąść do wielkiej uczty, która spokojnie starczyłaby jeszcze na następny dzień. A tym czasem wygnańcy zaczęli szykować się do ataku Elos i Sida trenowali od kilku dni swoje stada, by zwyciężyć. Słońce zaczęło zachodzić. Sawanna szykowała się powoli do snu. Tylko majordonuska Lily na jak co wieczór leciała sprawdzić czy wszystko jest w jak najlepszym porządku. Leciała,leciała, aż przy granicy zobaczyła kroczące wyrzutki.
I rozległ się głuchy śmiech hien i lwów. Lily czym prędzej poleciał na Lwią Skałę powiadomić Mohatu, że wyrzutki idą na atak przeciwko Lwiej Ziemi. Król zebrał lwice, które nie były w ciąży lub nie opiekowały się dziećmi.A stada spotkały się w samym sercu sawanny
-No, no, no jakie stado... Tylko szkoda, że jest słabsze od naszego.- nabijał się Elos
-Po co tu przyszedłeś?- zapytał spokojnie Mhatu
-By ciebie i twoje stado zniszczyć, a poza tym czy wody wam starczy? Ha, ha, ha
-A więc to wy?-powiedział cicho Mohatu
-A któż by inny? Hm?
I rozpoczęła się ostra walka. Złe stado wraz z hienami łatwo odnosiło zwycięstwo. Mohatu przestał wierzyć, że wygra. Dopóki nie przypomniał sobie słów jego ojca tamtej nocy "Zawsze będę z tobą, nie bój się, nie opuszczę cię" powtarzał sobie te słowa i to mu dodało siły. Nagle uderzył mocno łapą Elosa, a on się przewrócił. Elos był bardzo Słaby. Mohatu dopadł go.
-Poddaję się- powiedział zrezygnowany Elos
-Odejdź stąd I nie wracaj już nigdy więcej.-mówił groźnie Mohatu
-Dobrze zrobię co zechcesz tylko to jeszcze nie koniec. he, he, he-następnie zwrócił się do swego stada i do stada Sidy-chodźcie. Idziemy stąd- zwrócił się do Mohatu- Jeszcze tu wrócę...
-Poddaję się- powiedział zrezygnowany Elos
-Odejdź stąd I nie wracaj już nigdy więcej.-mówił groźnie Mohatu
-Dobrze zrobię co zechcesz tylko to jeszcze nie koniec. he, he, he-następnie zwrócił się do swego stada i do stada Sidy-chodźcie. Idziemy stąd- zwrócił się do Mohatu- Jeszcze tu wrócę...


1 komentarz:
Super :) Jestem ciekaw, jak to się dalej potoczy :)
Prześlij komentarz